Każda historia ma swojego bohatera. Ale czy każdy bohater ma wpływ na swoją historię?
Absurdy polskiej rzeczywistości lat osiemdziesiątych widziane oczami nastoletniego chłopca, mądre mrówki w starciu z naiwnym słoniem i gospodarna emerytka Krysia, która uparcie wierzy w zmartwychwstanie swojego męża... A to dopiero początek.
Trzy opowiadania składające się na „Klaps” to uniwersalne historie, w których autor kreśli obraz jednostki rzuconej w bezlitosne tryby losu. Mimo że każdy z bohaterów ma możliwość, by samodzielnie decydować o sobie, to jednak zaskakująco rzadko z niej korzysta, ponieważ każdy wybór rodzi nieuchronne konsekwencje i jest rezygnacją z czegoś równie cennego. Na szczęście czasem wystarczy odrobina bystrości i cierpliwości, by zacząć żyć pełnią życia…
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2024-02-27
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 248
Język oryginału: polski
Pawełek za kilka miesięcy skończy 10 lat. Tak samo jego brat Bartek. W końcu są bliźniakami, więc przydarza im się to samo. Przydarza im się też królewski...
Przeczytane:2024-03-30, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam,
Opowiadania mają to do siebie, że na przeczytanie jednego z nich potrzeba (przynajmniej w teorii) nieco mniej czasu niż na całą powieść.
Czemu wspomniałam o teorii?
Odpowiedź jest prosta. Czasami (jak zawsze mówię wyłącznie za siebie) szybciej czyta się ,,cegłę", czyli powieść o minimum sześciuset stronach niż kilkunasto-, kilkudziesięciostronicową historię...
Tak miałam w przypadku pierwszego z opowiadań ,,Eine stange", w którym głównym bohaterem i narratorem jest nastoletni Paweł. Sam pomysł na fabułę i osadzenie akcji w czasach PRL uważam za trafiony, ale niektóre fragmenty (zwłaszcza jego rozmowy z rusycystą) sprawiały, że musiała robić sobie dłuższą przerwę.
Z zaciekawieniem za to czytałam o przygotowaniach Pawła do jego wyprawy (z ojcem i wujem) do Berlina Zachodniego i tym, co tam przeżył.
Nieco wymęczona wzięłam głęboki wdech i zagłębiłam się w lekturze ,,Perypetii". To krótkie, bo zaledwie dwudziestodwustronicowe, opowiadanie o tym jak mrówki poradziły sobie ze słoniem, który niszczył im mrowisko. Oczywiście można całość potraktować metaforycznie, ale dla mnie największym plusem było to, że ,,odpoczęłam" podczas lektury i mogłam się pośmiać. Z czego? Sprawdźcie sami...
Trzecie opowiadanie ,,Dakłas", to historia Krystyny.
Pozornie jest zwykłą emerytką i wdową, ale to tylko pozory. Do jej ulubionych zajęć należą rozmowy z dawno zmarłym mężem i polowanie na promocje w sklepach. Nie zaniedbuje przy tym przyjaciół i jedynej córki Dominiki oraz jej rodziny.
Tu niby też wszystko mieści się w normie, ale gdy Krysia informuje córkę i zięcia co zrobi ze swoimi oszczędnościami, zaczynają się problemy...
Jak to się skończy?
Tego, i wielu innych rzeczy, dowiecie się właśnie z tej książki.
Gdybym musiała określić jednym słowem, co łączy wszystkie opowiadania, to chyba padłoby na marzenia. W każdej z historii był taki wątek, ale czy można go uznać za ten wspólny mianownik tego już nie jestem pewna.
Jestem za to pewna czegoś innego. ,,Klaps..." zafundował mi istną mieszankę wybuchową emocji. Przy pierwszym opowiadaniu męczyłam się gorzej niż przy nielubianej szkolnej lekturze, przy drugim miałam banana na twarzy, a po trzecim został mi niedosyt, bowiem historia Krysi to materiał na samodzielną, pełnowymiarową książkę.
A w głowie mam pewne pytanie: jak odbierałabym całość, gdyby opowiadania były w innej kolejności?
Tego się nie dowiem, ale chętnie poznam Wasze zdanie.