Kiedy ja czytałam Tatuażystę z Auschwitz (2018), toczyła się w okół niej zawzięta dyskusja. Jedni się nad nią zachwycali, inni zarzucali jej fałsz, a nawet zakłamanie. Wielu uważało, że brak w niej brutalności i okrucieństwa tamtego okresu, że nie ukazuje w pełni cierpienia, jakie musieli znieść więźniowie, oraz że po jej przeczytaniu świat uzna, że my Polaczki przesadzamy i tak naprawdę obozy wcale nie były takie złę. Czy te zarzuty są słuszne? W pewnym stopniu tak, ponieważ faktem jest, że dzieło to nie ukazuje pełni okrucieństwa okupantów, - można by rzec, że jest to taka złagodzona wersja tamtego okresu - ale wydaje mi się, że nie taka jest jej rola. To nie jest literatura faktu, która ma za zadanie przekazać nam prawdę historyczną. Tatuażysta z Auschwitz to literatura beletrystyczna z elementami prawdy. Wydaje mi się, że jedynie ma nas zainteresować tamtym okresem. Zachęcić do zgłębienia wiedzy. To historia jednego człowieka spisana przez drugiego, który opowiedział ją na swój sposób, co zresztą na wstępie zaznaczył. W moim odczuciu to opowieść o miłości, która narodziła się w tamtym okrutnym czasie, a nie historia obozu. To opowieść, która pokazuje, że miłość można znaleść wszędzie - i wydaje mi się, że to jest główny cel tej książki.
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: 2019-04-01
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 320
Tytuł oryginału: The Tattooist of Auschwitz
Dodał/a opinię:
TinyGirl
Fenomenalna powieść o siostrzeństwie, odwadze i wytrwałości w obliczu bezgranicznego zła Singapur, druga wojna światowa. Norah umieszcza swoją ośmioletnią...
Każde - najbardziej zwykłe, codzienne spotkanie - może przynieść coś, co zmieni nasze życie. Kiedy Heather Morris wysłuchała wspomnień Lalego Sokołowa...