O rodzeństwie Wright dowiedziałam się po raz pierwszy przy okazji lektury tej pozycji. Nie czytałam wcześniejszych tomów cyklu i w swojej ocenie odnoszę się jedynie do tej pojedynczej książki.
Główną bohaterką powieści jest Sutton, najmłodsza z rodzeństwa. Kobieta ponad rok wcześniej straciła męża, obecnie samotnie wychowuje dwuletniego synka. Oparcie w trudnym dla siebie czasie odnajduje w Davidzie, który jest pracownikiem rodzinnej firmy i skrycie podkochuje się w Sutton. Jest troskliwy i delikatny. Mimo, że wdowa przeżywa trudne chwile, zauważa, że David ma jej do zaoferowania coś więcej niż tylko przyjazną dłoń. Czy z relacji tej dwójki może narodzić się prawdziwa miłość? Czy Sutton jest na nią gotowa?
Książka jest raczej przewidywalna i schematyczna, ale czyta się ją nawet dość przyjemnie. Nawet, bo były momenty, kiedy chciałam książkę odłożyć i już do niej nie wracać. Myślę, że mogłaby być nieco krótsza i dużo by na tym nie straciła. Nie do końca spodobał mi się styl autorki, raczej sztywne dialogi, za dużo zbędnych opisów, zbyt wiele powtórzeń i nieszczęsne równoważniki zdań, których też było zbyt wiele. No i to ciągłe rozmemłanie, roztkliwianie się i niezdecydowanie. Wiem, że miały być emocje i miało być wzruszająco. I było. Ale zabrakło jakiejś równowagi w tym wszystkim. Tych rozstań, powrotów, zmiany zdania, humorów czy rozterek głównej bohaterki było zwyczajnie za dużo. I nie dość, że było to męczące i zniechęcało do dalszego przewracania kartek, to stawiało Sutton w niezbyt dobrym świetle. Odnosiłam wrażenie, że kobieta jest niestabilna emocjonalnie i niedojrzała. A kiedy taka nie była, była nijaka. W ogóle wydaje mi się, że autorka nie dopracowała swoich bohaterów. Wydają się być przypadkowo wrzuceni do tej powieści. Nie wykazywali się charakterem, byli raczej nieszczególni. Ani ich nie polubiłam, ani nie znielubiłam. Podobne zresztą było ich uczucie, równie miałkie i nijakie, jak oni sami. Nie uwierzyłam w to uczucie, nie poczułam chemii.
Jednak muszę przyznać, że sama historia na tyle mnie zaciekawiła, że chciałam wiedzieć jak się zakończy. Zostały tu też poruszone ważne tematy, takie jak przeżywanie straty czy samotność. Może opisane nie w sposób doskonały, ale wywołujące wzruszenie i szereg innych emocji. Można więc powiedzieć, że mimo dość uciążliwych niedociągnięć, książka wciąga. Polecam miłośnikom romansów i osobom, które czytały wcześniejsze tomy cyklu "Mrs. Wright". Ja raczej po nie nie sięgnę, jednak cieszę się, że mogłam zapoznać się z twórczością autorki.
Książkę przeczytałam dzięki www.czytampierwszy.pl
Kiedyś chodziłam z jego bratem. On tego nie pamiętał, a ja wolałabym zapomnieć. Od dawna nie chciałam mieć nic wspólnego z tą rodziną, ale kiedy...
Bardzo życiowa historia, o karierze, rodzinie, miłości, przyjaźni i wrogach. Przez sześć tygodni kochaliśmy się z Austinem Wrightem do szaleństwa i pozostało...
"Ale jej wzrok był pusty, kiedy na mnie spojrzała.
- Sutton.
- Powinieneś wyjść - powiedziała.
- Proszę, pozwól mi wyjaśnić. Moi rodzice...
Podniosła rękę.
- Nie. Po prostu... po prostu wyjdź.
- A co z nami? - wykrztusiłem. Ledwie mogłem oddychać, czekając na odpowiedź, której się spodziewałem.
- Jakimi nami?
Poczułem, jak na pierś spada mi dziesięciotonowy ciężar.
Po policzku spłynęła jej łza i Sutton ją starła.
Dystans między nami się powiększył.
- Nie wiem, kim jesteś, David - szepnęła, a głos jej się w końcu załamał. W końcu przeniknął do niego ból. - Nie ma żadnych nas.
Łomot.
Odgłos zamykającego się jej serca.
Trzask.
Odgłos pękającej ziemi, która otwierała się i mnie pochłaniała.
Pstryk.
Tak brzmiała moja nowa rzeczywistość. Byłem sam."
"Tego pierwszego dnia, kiedy ją zobaczyłem, zrozumiałem, że to jest ta jedyna. Mimo, że wtedy nic o niej nie wiedziałem. Spojrzała na mnie i byłem stracony. Kiedy się dowiedziałem, że jest z rodziny Wrightów, stało się jasne, że to niemożliwe. Miała męża i dziecko. Byłą kompletnie nieosiągalna. Jeszcze gorzej się zrobiło, kiedy Maverick umarł. Od tamtego słonecznego dnia wiedziałem już z całą pewnością, że Sutton Wright nigdy nie będzie moja.
Więcej