Feministyczny thriller o kobiecej menstruacji
W świecie pozbawionym hamulców, w którym rządzą jednostki najsilniejsze, a kontakt międzyludzki niesie więcej zagrożeń niż zysków, krwawa pandemia dziesiątkująca ludzkość jest najmniejszym z problemów.
Czy to przyszłość, do której zmierzamy?
„Pokój krwi” zaprasza czytelnika do spojrzenia przez dziurkę od klucza na samotną kobietę, ukrytą przed krwawą pandemią w hotelowym pokoju na bliskim wschodzie. Powieść obnaża naturę feminizmu i rolę kobiet w społeczeństwie. To dyskusja o sile internetu, który mając nas zbliżyć, oddalił od siebie. O znaczeniu siostrzeństwa i świecie wykreowanym przez „płatki śniegu”.
Kobieca menstruacja nadaje rytm opowieści, zmuszając bohaterkę do kolejnych działań i sprowadzając na nią niebezpieczeństwo… Czy ludzkość zna jeszcze słowo „empatia"?
Czytelnik, który polubi główną postać i odkryje jej mroczne strony, będzie musiał się zastanowić, jak wiele jest w stanie wybaczyć, gdy pobudki prowadzące do złych czynów są dobrze uzasadnione… A może zło to tylko przebrzmiały koncept, który nie ma żadnego znaczenia w świecie przyszłości?
Wydawnictwo: Dlaczemu
Data wydania: 2024-03-01
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 244
Język oryginału: polski
RECENZJA
„POKÓJ KRWI”
AUTOR: SYLWIA BŁACH
WYDAWNICTWO: DLACZEMU
„Była wszędzie. Czerwona substancja spływała mi po udach i skapywała na idealnie białą podłogę. Zawzięcie szorowałam paznokcie, ale nie mogłam się jej pozbyć, jakby wżarła się w moją skórę i zamierzała tam zostać na zawsze. Jakby zamierzała przypominać ten dzień, ten strach i tę hańbę, która mnie spotkała”.
„Pokój krwi” to feministyczny thriller o kobiecej menstruacji, na pewno zaskakujący, niepowtarzalny, intrygujący, nieszablonowy to coś zupełnie innego od tego co czytałam do tej pory. Połączenie pandemicznej rzeczywistości, niepewności, gęstego klimatu i mroku, ukrytego na stronach tej historii. Kobieca menstruacja nadaje rytm opowieści, a my odkrywamy jej mroczne oblicze. Krew jej obfitość, przesycona stanami emocjonalnymi głównej bohaterki, samotność, jej myśli, sny, najmroczniejsze wspomnienia, ból wywołany głodem narkotykowym i doznania psychiczne, to wszystko stanowi, fabułę historię. Zajrzymy do najgłębszych zakątków umysłu głównej bohaterki i jej najgorszych wspomnień. Muszę stwierdzić, że dzieje się bardzo dużo, dostajemy sporą dawkę informacji a w tym wszystkim dość szokujące fakty, a to wszystko w świecie pozbawionym hamulców, w którym rządzą najsilniejsi. Powieść obnaża naturę feminizmu i rolę kobiet w społeczeństwie, ale również zachwianej wiary w Boga. Pomiędzy stronami autorka umiejętnie buduje ciężką atmosferę, czasami wręcz brutalną, pokazuje negatywne uczucia bohaterki, które mają źródło związane z negatywnymi doświadczeniami z okresu dzieciństwa i dorastania. Praca kobiety została owiana tajemnicą, w ten sposób autorka podsyca naszą ciekawość, budując napięcie i tajemnicę, a gdy już wiemy, co tak naprawdę robi, byłam w totalnym szoku, ale u mnie rozgrzeszenia by nie dostała.
Ale czy mnie porwała tak i nie, mam bardzo mieszane odczucia, co do tej historii, ale jedno muszę, przyznać na pewno wywoła, lawinę przeróżnych emocji. Powiem szczerze, czytając, tę książkę nie wiedziałam, co jest prawdą a co fikcją i do czego to wszystko zmierza.
Autorka w genialny sposób ukazuje emocje, ich całą gamę od euforii do momentów depresyjnych i psychotycznych.
Atutem tej książki jest lekkie pióro autorki, dosadny język i obrazowy sposób przekazania treści i piękne słownictwo, a to sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko.
„Tonę. Tonę w czarnych myślach, tonę w marazmie widzę czarne macki, które mnie oplatają. Są wszędzie: cienie opadają znienacka, drżące płomienie świec zapachowych przywodzą na myśl krematorium i palenie zwłok”.
Główna bohaterka świetnie zarysowana.
Dryfuje na oceanie życia, widać jej pęknięcia, niedoskonałość, depresję. Człowiek paradoksów, miała swoje grzechy, słabości, mroczne i okrutne oblicze, ale wciąż bardzo ludzkie. Tykająca bomba z opóźnionym zapłonem. Jej całe życie było tonięciem, a śmierć rodziców stało się dnem, grząskim, od którego mogła się odbić. Bohaterka o dość zachwianej psychice, wręcz psychozie.
„Znów zadrżałam, tym razem nie od podmuchu wiatru, a przez emocje, które nagrzewały mnie do boju. Słońce wychynęło zza chmury i blaskiem odebrało światu kolory. Ten w kilka sekund stał się matowy, jak na starym filmie, i tylko krew płynąca wąską strużką po nodze była intensywną plamą na bladym pejzażu obcej metropolii”.
Poznajemy bohaterkę, z którą spędzamy dziesięć dni kwarantanny w pokoju hotelowym na bliskim wschodzie. Pozostawiona sama sobie, bez możliwości wyjścia musi uporać się z własnymi myślami.
Polecam.
Pozwólcie, że o książce wypowiem się wprost. Tak średnio mi się podobała, bo wciąż nie byłam pewna do czego to wszystko dąży. Gdziekolwiek główna kobieca postać by nie była, to zawsze wiedzieliśmy w jakiej obfitości miała miesiączkę. Ogólnie sam początek już się nią rozpoczął. Ogromne wejście ze sceną niczym w horrorze, kiedy tafle krwi spływają po kobiecie, a my się zastanawiamy czy ktoś ją pokaleczył, czy została brutalnie wykorzystana, czy może będzie to historia o samookaleczeniu. Trochę na śmiechy mnie wzięło, kiedy okazało się, że to tylko miesiączka:-) Jednak kobiecie wcale do śmiechu nie było, gdyż nie miała zabezpieczenia, a był opisany jako ogromne wypływy. Tutaj pojawiło się moje zrozumienie, gdyż sama podczas choroby miewałam takie krwotoki i wiem jak ciężko jest wtedy ze sobą wytrzymać. Ją pocieszał głos ukochanego, lecz jak nas informuje, tylko wtedy, kiedy byli ze sobą pogodzeni. Dodatkowo czas w książce to okres pandemii, więc dowiecie się jak trudno było wtedy o normalność. Ludzie byli traktowani jak zwierzęta, o konkretnej godzinie jedzenie, spanie i zero innych kontaktów. I tak ogólnie mi się nasunęło, że historię zrozumieją jedynie kobiety. Z męskiego punktu widzenia jesteśmy wtedy niezrozumiane, a niektórym wręcz się wydaje, że kobiety korzystają wtedy z jakiegoś przywileju i nawet jak czują się, według nich, dobrze, to i tak pomarudzą, bo tak wypada. Nie potrafią stanąć myślami po naszej stronie, bo nigdy tego nie doświadczyli. Więc jeśli macie ochotę na miesiączkę bez tabu, to zachęcam do lektury. Nie chcę opisywać, co jeszcze was tu spotka, bo każda rzecz, o której jest mowa, jest roztrząsana na różne strony. Takie podstawowe za i przeciw, choć tego drugiego jest znacznie więcej. Czeka was znikoma ilość dialogów, gdyż kontakty były bardzo ograniczone. Kobieta miała wykonać zadanie osobiście i wrócić. Tylko czy tak się stało? Czy naprawdę ta historia mogła być aż tak banalnie prosta?
Kobiety zrozumieją ją idealnie, lecz nie wiem czy płeć męska raczej ją doceni. Lekki styl, sami się przekonajcie:-)
🍂🍂🍂🍂🍂 Recenzja 🍂🍂🍂🍂🍂
Sylwia Błach " Pokój krwi "
@sylwia.blach.vamppiv
Wydawnictwo: Szare dlaczemu
@_dlaczemu
@szare.dlaczemu
🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂🍂
" Widziałam, jak stopniowo spływa ze mnie skóra, odsłania splątane warstwy nerwów, by w końcu mięśnie - skwierczące cicho niczym kurczak na patelni - skurczyły się i odpadły, by odsłonić blade kości..."
" Pokój krwi " to historia w której kobieca menstruacja staje się pulsującym sercem powieści, narzucając rytm działań bohaterki i niosąc ze sobą niebezpieczeństwo..
To niesamowicie głęboka opowieść o walce kobiety z menstruacją w trudnych warunkach pandemii.. Przechodzi z nią przez intensywne etapy i odcienie krwi, od wściekłości po pożądanie..
To książka jest niezwykle głęboka i poruszająca, eksplorując tematy związane z kobiecą siłą, walką o przetrwanie w ekstremalnych warunkach oraz odwagą stawienia czoła trudnościom.. Przeplata w sobie elementy dramatu, napięcia i emocji, co sprawia, że czytelnik jest wciągnięty w historię bohaterki..
Opisuje on nie tylko fizyczne aspekty menstruacji, ale również odnosi się do symbolicznego znaczenia krwi oraz zmagań wewnętrznych bohaterki.. Książka, która skłania do refleksji nad rolą kobiet w społeczeństwie i ich siłą w obliczu trudności..
Rozważania na temat wiary, dzieciństwa i walki o normalność prowadzą do refleksji, że idea normalności jest względna..
Razem z bohaterką przechodzimy przez emocjonalną podróż, doświadczając intensywnych uczuć i wyzwań.. Walka z emocjami, akceptacja siebie i zawiły związek stają przed bohaterką w hotelowym pokoju.. Tajemnicza praca kobiety budzi ciekawość, a opowieść skłania do refleksji nad kobiecym doświadczeniem..
" Przez długą chwilę nie mogłam rozpoznać zakrwawionej kobiety, patrzącej na mnie z tafli kryształowych luster.Nagie ramiona i chuda sylwetka wyglądały znajomo, ale strach w oczach był tak obcy, ze zastanawiałam się, czy to ja,czy odbicie, które zaraz rozbije szkło, by zająć moje miejsce w tym świecie..."
Autorka w świetny sposób ukazuje emocje i stres towarzyszące głównej bohaterce w trudnym okresie kwarantanny.. Opisuje ją jako osobę, która musi zmierzyć się z przeszłością i własnymi demonami, podczas gdy świat zewnętrzny zmaga się z globalną pandemią.. Sposób, w jaki autorka kreśli obrazy i emocje, sprawia, że czytelnik przenosi się wprost do wydarzeń, odczuwając niemal fizycznie emocje i doznania bohaterki..
Sylwia ma naprawdę niezwykły styl pisania, który wciąga czytelnika od pierwszej do ostatniej strony.. Jej narracja pełna napięcia i tajemniczości sprawia, że lektura jest uzależniająca.. Opisuje świat pozbawiony hamulców, gdzie silne jednostki dominują, a relacje międzyludzkie są pełne niebezpieczeństw.. Autorka zręcznie porusza tematykę kobiecej menstruacji, ukazując jej istotę w kontekście życia głównej bohaterki..
To jest naprawdę interesująca książka , który porusza wiele istotnych tematów.. Książka "Pokój krwi" eksploruje samotność, feminizm, rolę kobiet w społeczeństwie, paradoks internetu i empatię..
Wykorzystanie menstruacji jako elementu rytmu opowieści dodaje głębi fabule i napięcia..
Lubisz „Resident Evil“? Podobał Ci się „World War Z“? Kochasz klimaty w stylu „Więźnia Labiryntu“ i „Niezgodnej“...
Wyobraź sobie, że nagle świat obraca sie o 180 stopni. Spełnei sią Twoje największe marzenie, lecz zamiast satysfakcji, przynosi Ci ono tylko rozczarowanie...
Przeczytane:2024-12-25, Ocena: 3, Przeczytałam,
„Feministyczny thriller o kobiecej menstruacji”[1] ta fraza z opisu książki „Pokój krwi” Sylwii Błach zachęciła mnie do jej przeczytania. Powieść okazała się mocną, dziwną, a momentami obrzydliwą. Czy przy tym mądrą i ciekawą? Postaram się wam opisać swoje wrażenia.
Bohaterkę książki poznajemy w momencie, kiedy przybywa do jednego z krajów arabskich, gdzie ma zrealizować zawodowe zlecenie. Ponieważ trwa epidemia, prosto z lotniska zostaje przewieziona do hotelu, gdzie musi odbyć dziesięciodniową kwarantannę. W taksówce, niespodziewanie, rozpoczyna się jej miesiączka. Zamknięta w czterech ścianach poddaje się burzy hormonów i tonie w czarnych myślach. Kiedy poznamy ją lepiej, poznamy również ich źródła. Poznamy demony, które prześladują ją od lat. W czasie jej izolacji pandemia nabiera tempa, a bohaterka książki poddaje się coraz większej paranoi. A może ona jest „normalna”, a to co dzieje się wokół przekracza scenariusze najgorszych koszmarów?
„Pokój krwi” to jedna z tych powieści, które trzeba przemyśleć. Dopiero wtedy dostrzeżemy, ile Sylwia Błach w niej ukryła. Muszę przyznać, że pierwsza połowa książki mnie nudziła. Bohaterka utyskiwała na niedogodności związane z miesiączką, a także coś tam opowiadała o sobie i przedstawiała poglądy na różne tematy. To ostatnie akurat niezbyt mnie interesowało, bo wiedziałam o niej za mało, żeby mieć ochotę ja wysłuchać. Przyznam, że potraktowałam ja jak człowieka, który zagaduje mnie na przystanku autobusowym i relacjonuje przebyte choroby. Uprzejmy uśmiech, ale...
Około połowy atmosfera się zagęszcza, a książka przybiera charakter thrillera (a nawet horroru). Głowna bohatera jest ciekawą postacią, bo ma za sobą przeszłość narkotykową i problemy psychiczne, co czyni ją niewiarygodną. Prawda czy majaki? Zastanawia się czytelnik. Zadania nie ułatwia fakt, że akcja powieści dzieje się w nieokreślonej przyszłości, że nie znamy realiów tego świata i charakteru epidemii, która go trapi. Intrygujące jest też zlecenie, jakie kobieta ma wykonać, chociaż tu od początku Sylwia Bałach daje nam pewne wskazówki. Suma summarum, te elementy przykuwają uwagę i angażują w czytanie „Pokoju krwi”.
Powieść ta rozczarowała mnie, jak i pozytywnie zaskoczyła. Kompletnie nie czuję feminizmu, którego oczekiwałam. Co prawda mamy tu kobietę walczącą o siebie, ale kierują nią (w przeszłości) przymus otoczenia i wola przetrwania oraz (teraz) egoistyczne pobudki. W jednym miejscu sama przyznaje, że ktoś ją ukształtował. Pokazuje palcem, kto stworzył bestię. I to wskazuje personalia tej osoby.
Nie przemawia do mnie również menstruacyjna symbolika. Widzę kobietę w wygodnym położeniu. Ma pod ręką wszelkie dostępne środniki higieniczne, a do tego może odpoczywać. To nie miesiączka steruje jej myślami, a nadmiar wolnego czasu. On sprawia, że każdą wypływającą kroplę krwi bohaterka czuje bardziej. Natomiast menstruacja przyjmuje całkiem ciekawy wymiar w kontekście pandemii. Zarażeni traktowani są gorzej niż trędowaci, ale ich postępowanie – przynajmniej tych, których mamy okazję zobaczyć – wydaje się wyjątkowo humanitarne. Obrzydliwe, ale jest mniejszym złem.
Natomiast czy humanitarnym można nazwać zachowanie głównej bohaterki? Sylwia Błacha w ekstremalnie przerysowany sposób pokazuje znieczulicę jaka dopada świat, a wszelkie izolacje tę obojętność pogłębiają. Co do bohaterki książki, jest ona dla mnie karykaturą karierowiczki. Ciągle lepsza, bogatsza. Nigdy nie ma wystarczająco dużo. Pędzi za rozwojem obojętnie w jakiej dziedzinie.
Powieść „Pokój krwi”, co prawda mnie nie poturbowała, ale co nieco wyczytałam między wierszami. Trochę nawiązując do znieczulicy, która jest jednym z tematów poruszanych książce, napiszę, że te brutalne książki chyba mniej działają na czytelnika. Makabryczne akcenty przesłaniają ich przesłanie. Oczywiście, że szokują, ale czy nie spychamy tego szoku do szufladki „fikcja”, a potem szczelnie ją zamykamy?
[1] Sylwia Błach, „Pokój krwi”, wyd. Dlaczemu, Warszawa 2024, okładka.