Dawno tak dobrej polskiej fantastyki grozy nie czytałam. No, ale nie ma się co dziwić, skoro sama D.B. Foryś napisała kilka słów na okładkę "Laleczek".
Trzymająca w napięciu fabuła, wiele niewiadomych, mroczne moce, pradawne religie, zapomniane rytuały, Voo Doo ... I Cesarstwo, które chce podporządkować sobie tereny leżące poza ich granicami...
Opis jest intrygujący i ciekawy, od razu wzbudził moje zainteresowanie, więc jak tylko nadarzyła się możliwość zrecenzowania tej książki nie wahałam się odezwać do Wydawnictwa.
Po okładce i opisie można się spodziewać tajemniczej i mrocznej historii. I taką też dostaniemy!
Autor wie o czym pisze. Nie są to pierwsze lepsze skrawki plotek czy zasłyszanych legend, a dobry research, który przyczynia się do realności tej prozy.
Moją najbardziej lubianą postacią jest Merind. W tej bohaterce jest pewien ogień i magia, które mnie przyciągają. A zakończenie tej historii w wykonaniu magini i Wielkiego Czyściciela mrozi krew i wzbudza gęsią skórkę na ciele.
Lektura mimo mrocznej i krwawej fabuły jest przyjemna do czytania, a styl i pióro Autora lekkie i sprawne.
Ukłon w stronę Wydawnictwa i Autora oraz grafika Karola Szodury za oprawę graficzną w książce. Uwielbiam ten zabieg!
Po lekturze przyznaje, że momentami czułam się niekomfortowo podczas samotnego pobytu w domu ? najmniejszy cień potrafił wywołać dreszcze na mojej skorze! I to jest kwintesencją świetnej historii.
Książka wydana w systemie Ridero, w niewielkim nakładzie. Jest cynicznym postapo, którego akcja toczy się na Zagłębiu - miejscu opanowanym przez wirus...
W ogóle zadawanie jakichkolwiek pytań młodym rodzicom i liczenie na jakąś sensowną odpowiedź jest błędem logicznym. Równie dobrze można zacząć zadawać...