Plan Hadesa
Rozdział 3
Narcyza pobiegła prosto do swojej biblioteki, coś szybko mówiąc do Sherlocka. Zatrzasnęła drzwi za swoimi plecami i zdyszana opadła na krzesło. Bieganie w puszystych kapciach przez pół domu, okropnie ją zmęczyło. Miała już pomysł, ale na sprawdzenie go potrzebowała czasu i spokoju. Jeszcze przed odczytaniem napisu chciała porozmawiać z kaktusem o jednej z ostatnich spraw, zaprzątających jej myśli.
- Sherlocku, kochanie, właściwie to czemu on chce zabić tych wszystkich ludzi? Wiesz mój aniołeczku? - zadała pytanie, lecz kaktus nie poruszył się. Narcyza kontynuowała swoją wypowiedź; Na pewno nie zrobiłby tego „dla zabawy”, bo morderstwa są idealnie zaplanowane, co musiało mu zająć dużo czasu. On wie o tych ludziach wszystko! Wie kim są, co potrafią, jak ich upokorzyć. Utopiony instruktor pływania? Mój kochaneczku, dlaczego można zabić ludzi? Dla pieniędzy? Ależ on niczego nie zabrał z miejsca zbrodni. Na czyjeś zlecenie? Jaka organizacja ma tak dużo pieniędzy, by opłacić tyle morderstw. Zostaje jeszcze jedna trochę bezsensowna opcja: dla zemsty. Oni mu coś zrobili, a on się mści. Zemsta motywuje go do działania i przygotowania wszystkiego, więc jak na razie pasuje.
Pani detektyw uśmiechnęła się. Teraz spokojnie mogła wszystko sprawdzać. Podziękowała Sherlockowi za pomoc i postawiła roślinkę na stole. Podeszła do regału, wyjęła książkę i już zasiadała przed stołem, gdy nagle zza drzwi dobiegł odgłos stukania. Narcyza podeszła do drzwi i otworzyła je na oścież. Coś wydawało okropny hałas, a przynajmniej tak się wydawało, gdyż w starym domu dźwięki niesione echem, odbijały się zwielokrotnione od ścian.
Narcyza już miała wejść na strych, gdy do drzwi ktoś zadzwonił, więc wróciła na parter i otworzyła je. Za drzwiami stał jej sąsiad, który zawsze miał jakieś problemy. Cały czerwony ze zdenerwowania pan wykrzyknął:
- Co pani sobie wyobraża!? Kim pani jest, by pani mogła takie rzeczy robić!? To powinno być zabronione! Zawiadomię policję!
- Przepraszam, ale nie rozumiem - powiedziała Narcyza, trzymając w dłoni Sherlocka.
- Ta roślina! Pani musi się jej pozbyć! Tak nie może być! - krzyczał nadal rozwścieczony sąsiad.
- Ta roślina jest mi potrzebna do śledztwa - odpowiedziała.
- W takim razie pani porzuci to śledztwo, ja nie chcę więcej widzieć tego potwora! - zakończył i odszedł nadal niezadowolony.
Zdenerwowana Narcyza zapomniała nawet, co chciała zrobić, więc postanowiła pójść do miasta.
W jej ulubionym sklepie ogrodniczym była długa kolejka, ale ona ustawiła się na jej końcu, słuchając, o czym mówią ludzie. Głównym tematem były oczywiście morderstwa. Ludzie próbowali ustalić mordercę, ale także przewidzieć kolejną ofiarę. Do Narcyzy podszedł mężczyzna z gęstymi czarnymi wąsami.
- Niech się pani pospieszy! Ten morderca zabił mojego dłużnika, więc teraz to on będzie musiał zapłacić! - krzyknął i wyszedł ze sklepu.
Pani detektyw nie przejęła się jego słowami, gdyż nadal przysłuchiwała się rozmowom. Dwie panie z pieskami w torebkach dyskutowały także o mordercy, lecz raczej chwaląc go. Cieszyły się, że wybrał akurat te osoby. Mężczyzna stojący tuż obok niej rozmawiał przez telefon. Mówił swojemu rozmówcy o detektywie zajmującym się sprawą. Oboje uważali, że jest niepotrzebny i że policja także nie powinna się mieszać. Według nich ta osoba powinna pozbyć się wszystkich niepotrzebnych ludzi.
W pewnym momencie z torebki jednej z pań wyskoczył mały York i pobiegł w stroną drzwi. Kobieta krzyknęła nie, Ciapciulińciu! Kobieta krzyknęła swoim przeraźliwie skrzekliwym głosem i pobiegła za pieskiem. Nim dotarła do drzwi pewien chłopak podał jej trzęsącego się pieska i jak nagle się pojawił, tak i niespodziewanie zniknął. W tym czasie kolejka skróciła się tak, że Narcyza stała tuż przed kasą i rozmawiała ze sprzedawcą. Oboje śmiali się z pani i jej Ciapciulińcia, a także całego „chronienia się” przed morderstwami. Ludzie kupowali magiczne amulety, wśród których znalazł się także kaktus, co tłumaczyło tłum w sklepie. Narcyza także kupiła kolczastą roślinę, ale nie z powodu przesądu, lecz by Sherlock miał towarzystwo. Nowy podopieczny miał nazywać się doktor Watson. Kupiła jeszcze kilka odżywek i nawozów do roślin oraz kilka kwiatków. Zauważyła, że sprzedawca pociera lekko palec i zapytała się mu się stało.