„Kiedy odeszła, ja utraciłem połowę serca, została mi wyrwana i zdeptana...”
„Błękitne imperium”- dla autora debiut pisarski, dla mnie zastój czytelniczy.
Fantasy, które do tej pory czytałam przenosiły mnie w świat wróżek i syren, a ta powieść pozwoliła mi na podróż na kontynent wojny i zniszczenia. Muszę przyznać, że byłam strasznie podekscytowana tą książką głównie ze względu na opis umieszczony na tylnej okładce. Mój zapał minął jednak tak szybko, jak się zaczął.
Już po pierwszych dwudziestu stronach doszłam do wniosku, że nie jest to książka dla mnie. Nudziłam się i frustrowałam jednocześnie. Mocno drażnił mnie fakt, że nie jestem w stanie nawet wymówić tych wszystkich imion i nazw. Myślę, że autora, w tym aspekcie, poniosło na złe tory.
Dodam również, że w trakcie czytania czułam się dokładnie tak, jakbym brnęła przez jedną ze szkolnych lektur. Akcja sama w sobie, moim zdaniem, jest strasznie monotonna. Co prawda stopniowo się rozwija, jednak jak dla mnie- zbyt wolno.
Nie chciałam skreślać na starcie „Błękitnego imperium”, więc postanowiłam czytać dalej, mimo że przychodziło mi to dość opornie i dobrnęłam w rezultacie do fragmentu, który oczarował mnie swoją prostotą. Mam na myśli rozmowę bohaterów na temat elfek i ludzkich kobiet. To w jaki sposób wypowiadają się o obu grupach jest niesamowicie piękny. Mówią o nich z pełnym szacunkiem i fascynacją, wręcz ku mojemu zdziwieniu, bo sądziłam, że ta rozmowa potoczy się w zupełnie innym kierunku.
Nie chciałabym przyczynić się tą recenzją do podcięcia skrzydeł autorowi, zwłaszcza, że to jego pierwsza książka, jednak nie mam w zwyczaju naginania prawdy w swoich recenzjach. Oczekiwałam czegoś innego, lepszego. Bardzo się zawiodłam i przyznam, że nie dokończyłam tej książki. Po wielu podejściach do niej, utknęłam na 260 stronie.
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2022-04-21
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 348
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
majoweczytanie