Po przeczytaniu wciąż nie mogę przestać się zastanawiać, czy nie było jakiegoś innego rozwiązania dla Coffeya. Historia przedstawiona w książce zostawiła u mnie duże przytłoczenie, spowodowane niesprawiedliwością wydarzeń. Czuję jednocześnie smutek jak i podziw dla autora za to, że dał radę pokonać te ostatnie metry zielonej mili. Moim zdaniem napisanie Zielonej Mili wymagało bardzo dużo poświęcenia od samego autora i bardzo się cieszę, że podjął się takiego wyzwania. Jest to jedna z tych książek która chwyta za serce i narzuca pytanie... Dlaczego tak musiało być?
Na świecie istnieją dobre i złe miejsca. Nowy dom rodziny Creedów w Ludlow był niewątpliwie dobrym miejscem - przytulną, przyjazną wiejską przystanią...
Członkowie ka-tet zostają rozdzieleni. Pere Callahan toczy w nowojorskim Dixie Pig swój ostatni bój z wampirami. Susan jest świadkiem narodzin...
Każdy musi umrzeć, wiem, że od tej reguły nie ma wyjątku, ale czasami, Boże mój, Zielona Mila jest taka długa.
Więcej