Książce przyświeca myśl: "Nic nie jest takie, jakim się wydaje". I chciałoby się zanucić za Marią Peszek - so don't judge the book by its cover... Okładka mnie kupiła. A treść?
Thriller z wątkiem psychologicznym, który tak do 1/3 miałam ochotę rzucić w diabły, bo o co chodzi? Nic się nie dzieje, wszystko toczy się powoli. Na samym początku jest trup (ale czyje, tak naprawdę, są to zwłoki?), są piękne okolice Pojezierza Drawskiego, pojawia się wioskowa szeptucha, myślę, a co tam, dam temu szansę. Kolejna 1/3 książki i akcja nabiera rozpędu, wszystko się powoli składa do kupy, czytam z wypiekami na twarzy. Po tych 2/3 to już cała reszta była do przewidzenia. Mnie taka przewidywalność nie przeszkadza, ale jak ktoś lubi być zaskakiwany i przeczołgany przez zakończenie, to ta książka nie jest dla niego. Końcówka mnie nie zaskoczyła, ale w ogólnym podsumowaniu sama książka wychodzi na plus. Podobała mi się charakterystyka postaci, szczególnie mieszkańców wioski, sam pomysł na fabułę też nie jest zły. Cóż, pisków nie ma, ale myślę, że nie jest to moje jedyne spotkanie z autorką.
Praca w domu była świadomym wyborem Marty. Inteligentna, dowcipna i wrażliwa kobieta nigdy jednak nie była typową panią domu – zbyt ceniła sobie...
To nie jest polska Bridget Jones ani polski Seks w wielkim mieście. To jest nasze własne, kobiece, babskie, pisane tu i teraz, żywym językiem, wypełnione...