Malina miała dość pracy jako medyczna przedstawicielka handlowa, wkurzali ją lekarze i farmaceuci. Po rzuceniu pracy i odnalezieniu starych przepiśników babci, postanawia zapisać się na kurs cukierniczy, o którym marzyła od dłuższego czasu. Liczyła na nowy start, a spotyka irytującego i gburowatego mistrza cukiernictwa i zarazem farmaceutę.
Była to fajna książka, lekka chociaż pełna ciężkich przeżyć głównej bohaterki. Śmiesznie czytało mi się o kolejnych potyczkach Maliny i Daniela. Przez książkę tak naprawdę się płynie.
Na dodatkowy plus zasługuje także to, że oprócz potyczek tych dwojga była dodatkowa tajemnica. Bo w znalezisku Maliny nie znajdziemy tylko przepisów, ale także historię jej rodziny.
Może i ta książka nie jest wybitnie rewelacyjne, ale jak na debiut jest przyzwoita. Naprawdę fajnie mi się ją czytało i na pewno przeczytam inne książki autorki, jak tylko zostaną wydane.