Sięgając po tę książkę spodziewałam się wyłącznie słodkiej historii, autorka jednak zaskoczyła mnie i to nie jeden raz.
Malina zrezygnowała z pracy jako przedstawicielka farmaceutyczna, myśli nad przebranżowieniem się, gdy na strychu znajduje stare zeszyty z przepisami babci, postanawia spróbować swoich sił w cukiernictwie. Zapisuje się na kurs dekoracji tortów, doświadczenie samo w sobie jest wspaniałe niestety, nauczyciel prowadzący zajęcia okazuje się wrednym i zimnym gburem, który robi wszystko by wyprowadzić Malinę z równowagi. Mimo to kobieta wykupuje jeszcze jeden kurs, tym razem dłuższy. Ma nowe marzenie, a to sprawia, że postanawia zacisnąć zęby i uczyć się by zostać najlepszą cukierniczką i dekoratorką tortów w okolicy. Dawid mocno zachodzi za skórę Malinie ale jego zachowanie ma drugie dno... Jakie? Odkryjcie sami.
Bardzo szybko udało mi się przeczytać tę książkę, choć chwilami, Malina i jej brak poczucia wartości doprowadzał mnie do szału,bohaterka potrafi być szalenie irytująca i uparta. Nie można jednak uznać tego za wadę, ponieważ mam wrażenie, że taki był, zamysł autorki.
Bardzo przyjemna, lekko napisana książka z którą spędzicie naprawde słodko czas. Dodatkiem, o którym muszę jeszcze wspomnieć, są przepisy, które pojawiają się pod koniec powieści. Wierzcie lub nie, ale planuję je wypróbować.