Nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać po książce ,,Pruski lód". Mazury, dawne Prusy Wschodnie, to moje miejsce na Ziemi. Wprawdzie akcja zaczyna się w Ełku, lecz pociąg do Kętrzyna zawiózł mnie w moje okolice. Gościłam w pałacu i na zamku, by na koniec powrócić do Ełku. Po cichu liczyłam na rozbudowanie wątku krzyżackiego. Jednak to, co zafundował mi autor, było również okrutne. Momentami ciarki przechodziły po plecach ze zgrozy. Z zimna zresztą też dostawałam dreszczy.
Kiedyś to były zimy! Wówczas zima zaskakiwała kolejarzy, ot co! Akcja zaczyna się 1 XII. Jak wieść gminna niosła, tego dnia nic się nie udawało, a wszystko przez Sodomę i Gomorę. W tamtych czasach Mazury nie były rajem na Ziemi ani żadnym cudem natury. Były miejscem, w którym szybko i łatwo można było kogoś posłać do piekła. I niejeden tam trafił. Anioł śmierci zbierał swe żniwo. Czy przypadkowa śmierć jednego z mężczyzn naprawdę była przypadkowa?
Tropy bohaterów wiodą przez mazurskie wsie, miasta i puszcze. Zagłębiają się w leśne knieje, przemierzają między pięknymi, niebezpiecznymi jeziorami, zaglądają do zamków krzyżackich i pałaców rozsianych w Prusach Wschodnich. Autor wplótł do fabuły opowieści z egzotycznej podróży na wyspy Pacyfiku, legendy krzyżackie i politykę. Nacjonalistyczna obsesja związana z upamiętnieniem Bismarcka i budowie wież na jego cześć miała się dobrze. Na kartach powieści czuć żądzę władzy, pruski dryl i militaryzm. Czuć przedsmak nazizmu...
Nie tylko tajemnice przyciągają uwagę czytelnika. Kryminał jest także opowieścią o codzienności mieszkańców tych ziem należących do Cesarstwa Niemieckiego. Życie prostych Mazurów ukazano wiarygodnie. To lud, który nie lekceważy zabobonów i wierzy w kłobuka, ale modlitwy odmawia po polsku mimo panującej wokół niemczyzny. Choć postęp cywilizacyjny prze naprzód (fotoplastykon), to wciąż są żywe dawne przesądy (choćby związane z pochówkiem zmarłego) i mazurska tradycja. O wielu rzeczach wiedziałam, jednak nie o wszystkim. Momentami odnosiłam wrażenie, że czytam powieść ,,Pruski lud". Błąd ortograficzny w tytule wiele by nie namieszał.
Adam Węgłowski snuje opowieść, stopniowo zaciekawiając czytelnika. Wie więcej od niego, czym go z jednej strony intryguje, a z drugiej drażni. Początkowo trudno zrozumieć powiązania między bohaterami, gdyż autor równolegle wprowadza kilka wątków. Z czasem ich losy się splatają. Akcja staje się dynamiczna, a przy tym wyjątkowo duszna i klimatyczna. Nie sposób odgadnąć zamysł autora co do jej rozwiązania. Nastrój grozy i tajemniczości potęguje się z każdą stroną. Moją uwagę zwróciły kobiety. Marta idąca z duchem czasu, samotna z wyboru Ingeborga Prus, kierująca się żądzą zemsty księżna Baden, ,,naznaczona" Miłka Sadowska, dziewczynka o niezwykłym talencie, niechcianym spadku po matce...
,,Pruski lód" to powieść, która moim zdaniem powinni przeczytać w pierwszej kolejności mieszkańcy dawnych Prus Wschodnich ze względu na przeszłość tej ziemi i to, co ją ukształtowało. Intryga kryminalna pełna tajemnic, splątująca losy kilku ludzi, z domieszką legend krzyżackich, duchów i zjawisk paranormalnych, zabobonów i tradycji mazurskich, nasączona niemieckim porządkiem i pruskim drylem, w okolicznościach mazurskiej przyrody i surowej aury, wijąca się między zamkami i pałacami prowadzi na lód. Lód, który choć gruby, w każdej chwili może pęknąć pod wpływem ciężaru, a pruski lud będzie się temu przypatrywał. Stąpanie po kruchym lodzie nabrało innego znaczenia.
PRAWDA O ŻYWYCH TRUPACH JEST DZIWNIEJSZA OD FIKCJI Złowieszcze żywe trupy atakują z ekranów kin, telewizorów i komputerów. Uwielbiamy...
Pornografia? Wtedy nikt nie znał tego terminu. Rozpusta? Przecież człowiek nie po to ma ciało, by się go wstydzić. Starożytni Grecy dali nam demokrację...