To się nazywa debiut!
Nie mogłam już dłużej zwlekać z przeczytaniem styczniowej premiery, która jednocześnie stanowi literacki debiut Urszuli Kusz-Neumann. Minęły dwa miesiące, a ja w końcu znalazłam idealny moment - książka wylądowała w mojej torbie jako lektura do samochodu. I co? Oesu, co to był za klimat! A jaka pokręcona bohaterka!
Historia wykreowana przez autorkę to prawdziwa mieszanka wybuchowa. W jej centrum mamy zawiłą opowieść o wysiedleńcach sprzed lat, tajemnicze morderstwo - ciało młodej dziewczyny z zalepionymi ustami znalezione na ganku opuszczonego domu - oraz rodzeństwo, które zamiast prowadzić spokojne życie, zostaje wplątane w makabryczne śledztwo. Do tego dochodzą zabobony, stare wierzenia i ten niezwykle sugestywny, duszny klimat małego miasteczka, gdzie każdy skrywa jakąś tajemnicę.
Ale to nie fabuła sprawiła, że zakochałam się w tej książce, a główna bohaterka - Wiktoria. Od pierwszej jej wypowiedzi wiedziałam, że to postać, której się nie zapomina. Jest pokręcona, przeklęta, bezkompromisowa i bezwstydna. A przy tym do bólu szczera, co sprawia, że nie sposób jej nie lubić. Jej złożona psychika, emocjonalne rozterki i sposób, w jaki balansuje na granicy szaleństwa, dodają powieści niezwykłej warstwy psychologicznej. To jeden z tych rzadkich przypadków, gdy literacka kreacja bohatera jest tak mocna, że niemal wychodzi poza karty książki i zostaje w czytelniku na długo po zamknięciu ostatniej strony. A do autorki mam żal, ogromny żal, bo Rafał powinien zbystrzeć o wiele wcześniej w epilogu...
Debiut Roku? Dopiero mamy jego początek, ale według mnie Urszula Kusz-Neumann ma duże szanse otrzymać nagrodę w niejednym plebiscycie.
Nie mogę dać innej oceny - 6 miotełek i ani jednej mniej! Czekam na kolejną książkę autorki z ogromną niecierpliwością, bo jeśli jej styl i umiejętność budowania klimatu będą rozwijać się w takim tempie, to kolejną królową gatunku!