Epicka uczta literacka
Kolejny raz otrzymałam pstryczek w nos. Przez wiele lat żyłam w przekonaniu, że nie lubię fantastyki i zupełnie nie doceniałam tego gatunku. Nie umiałam odnaleźć się w świecie przedstawionym, drażniły mnie dziwne stwory, baśniowe krainy i inne czary-mary. Jednak życie powoli, lecz konsekwentnie utwierdza mnie w przekonaniu, że nie ma dobrych i złych gatunków, ale w każdym gatunku trafiają się książki wybitne i oto jedna z nich.
O "Grze o tron" trudno powiedzieć, że jest nowością wydawniczą, jednak światową sławę zyskała tak naprawdę wraz z premierą serialu. Ale umówmy się – ten w porównaniu z powieścią wypada blado. A nawet bardzo blado. Już w zestawieniu pierwszego tomu z pierwszym sezonem, daje się zauważyć jak bardzo spłycono bohaterów i choć może z fabuły niewiele wycięto, to jednak można odnieść wrażenie, że niektórym wydarzeniom nie poświęcono wystarczająco dużo uwagi.
Pierwsza część "Pieśni Lodu i Ognia" jest dziełem monumentalnym i nie mam tu na myśli tylko jej objętości. Każda z postaci jest dopracowana do perfekcji – ma własną osobowość, motywacje i cechy charakterystyczne. Opisy są niezwykle plastyczne i chociaż jest ich sporo, nie nużą, a za to budują niepowtarzalny klimat. Kiedy bohaterowie są za Murem, razem z nimi czujemy przenikliwe zimno, lodowaty wiatr chłoszcze nas po twarzach, a z każdą kolejną chwilą wzmaga się nasz niepokój. Przemierzając drogę z Dothrakami niemalże można poczuć zapach koni, nagrzanych słońcem ciał, egzotycznych przypraw i olejków. Fabuła powieści jest tak misterna, że niemożliwym jest znaleźć w niej jakieś nieścisłości lub niedociągnięcia. I największy atut – historia. Historia walki o władzę, intryg, krwawych rozgrywek politycznych, głębokich i złożonych relacji między bohaterami oraz zwyczajnych ludzkich słabości. Chyba żadna inna lektura nie skłaniała mnie do tak częstego zadawania sobie pytania: Co by było gdyby..? Gdyby jeden z bohaterów nie lubił się wpinać, gdyby ojciec posłuchał ostrzeżeń córki, gdyby jedna z bohaterek nie straciła najbliższych… Wiele małych wydarzeń, pozornie niezbyt ważnych decyzji wpływa na wielkie wydarzenia.
"Gra o tron" przywróciła mi niepohamowaną, niemalże dziecięcą radość z lektury. Czytałam żarłocznie kolejne rozdziały, a kiedy czytać nie mogłam: słuchałam – w czasie sprzątania, gotowania, robienia zakupów. Rano, po przebudzeniu i tuż przed zaśnięciem, czerpiąc prawdziwą przyjemność z każdego kolejnego wątku, żartu, zwrotu akcji. I już wiem, że jeżeli czytać literaturę dla rozrywki, to tylko taką, która cieszy właściwie każdym zapisanym zdaniem. A jeśli już o cieszeniu mowa, to wspominając wcześniejsze wydania, z pełnym przekonaniem stwierdzam, że powieść George’a R.R. Martina nareszcie doczekała się godnej i odpowiedniej (żeby nie powiedzieć, że wręcz królewskiej) oprawy. Zachwycająca szata graficzna na pewno zachęci do lektury tych, którzy, tak jak ja, nieufnie podchodzą do fantastyki, a dla wiernych fanów serii ilustrowane wydanie będzie stanowiło ukoronowanie ich kolekcji.
Po śmierci króla potwora, Joffreya, Cersei przejęła władzę w Królewskiej Przystani. Śmierć Robba Starka złamała kręgosłup buntowi północy...
W przypadku obecnego tomu czytelnik powinien wiedzić, że pierwsze rozdziały Nawałnicy mieczy nie rozgrywają się po ostatnich rozdziałach Starcia królów...