Krwiste Sekrety – Rozdział I ” Wspomnienie”
Las Vegas 05.06.2015 r.
Obudziłam się o 10.40 , dzień, jak co dzień. Szybki prysznic, makijaż na kaca, chociaż nie sądzę ,aby wampiry miały kaca.Weszłam do kuchni , włączyłam radio, zawołałam Caroline i sięgnęłam do lodówki po zapakowaną krew. Skrzywiłam się z niesmakiem na myśl ,że muszę pić to świństwo. Bo czyż nie lepsza jest krew prosto z żyły? Prosto od człowieka? Człowieka pełnego cieplutkiej , słodkiej krwi.
Caroline
-Cześć misiaczku – odezwałam się do Ve , wyciągając krew z lodówki – Jak się spało? Oho, widzę ,że przekonujesz się do krwi z woreczków , smaczna prawda ? – dodałam ze śmiechem.
- Daj mi spokój Caroline. – odburknęła- Modlę się tylko ,aby znaleźć jakiegoś dobrego człowieka w tej zapyziałej dziurze i go ukąsić.
- Och, kochanieńka ciesz się ,że masz i tak prawdziwą krew w ustach , a nie jakieś syntetyczne śmieci.
- Idę coś upolować – usłyszałam widząc oddalającą się Vanessę – Spokojnie nie będę rzucać się w oczy.
Gdy Ve wyszła z domu , usiadłam na kanapie i zamknęłam oczy.Wspominałam.
Rok 1816 Nowy Orlean , Luizjana
Odnalazłam Vanessę pod kamienicą. Jej biała suknia ślubna była teraz koloru krwi. Jej własnej krwi. W rozszarpanego gardła sączyła się krew. wiedziałam ,że umiera. Ona również to wiedziała.
Usłyszałam ciche łkanie, padałam na kolana i ją przytuliłam.
- Co się stało Caroline? – usłyszałam.
- Nic się nie stało , moja malutka. – mówiłam spokojnie ,tuląc ją do siebie – Wszystko będzie dobrze.
Rozgrywałam walkę pomiędzy swoim sercem , a rozumem. Serce mówiło mi ,że to moja przyjaciółka, powinnam jej pomóc , rozum podpowiadał ,że nie powinna cierpieć tak jak ja. Wiedziałam ,że nie mogę się wahać. Wybrałam serce. Zatopiłam ostre kły w swym nadgarstku, następnie podtykając go do ust Ve.
- Wypij – prosiłam – To cię uratuje.
Vanessa przez chwile się wzbraniała, ale gdy tylko poczuła smak mojej krwi , wpiła usta w mój nadgarstek i chłeptała krew zawzięcie. Widziałam, jak rany na szyi się goją , przywracają się jej kolory na skórze, oczy staja się pełne blasku. Zaczęłam odrywać swoją rękę od jej ust, z wielką niechęcią puściła moja rękę. Dopiero po kilkunastu sekundach zrozumiała co się stało , cofnęła się przestraszona.
- Czym jesteś ? – usłyszałam.
- Vanessa , przecież wiesz – Mówiłam już łamiącym się głosem - Jestem Caroline.
- Nie – wstała podpierając się o kamienna ścianę – Co zrobiłaś z moją przyjaciółką ?
- To ja Ve. – postanowiłam wyznać prawdę. - Jestem tą osobą co zawsze. Caroline Lewis , twoja przyjaciółka. Jestem taka jaką mnie znasz. Ale okłamałam cię w jednej sprawie. Nie mam 18 lat , a 130. Urodziłam się w 1686 roku. Jestem wampirem.
Oczy mojej przyjaciółki zrobiły się wielkie z przerażenia. Usłyszałam ciche : ” Nie „.
Myślałam, że minęła wieczność.
- Jesteś moja przyjaciółką – usłyszałam – Nie liczy się to ile masz lat, nie liczy się to czy jesteś człowiekiem , wampirem ,czy innym stworzeniem.
- Ale jak to ? – pytałam ,czując jak łzy spływają mi po policzkach – Jak możesz mi wybaczyć ?
- Bo cię kocham. – Vanessa przytuliła się do mnie . -Kocham cię jak własną siostrę.
Ze wspomnień wyrwało mnie ciche westchnienie Ve.
- Kocham cię jak własną siostrę ,Caroline. – powiedziała Vanessa – Dlatego poprosiłam cie wtedy o przemianę…